Pole bitwy i do tego pies

No wiec tak: zapalenie zeba nadal trzyma i to dosc porzadnie. Jutro zaczynam turboladowanie, czyli nowa serie antybiotykow (ktore mi przepisala hurtem z dotychczasowo zazywana seria moja przezorna dentystka). Na szczescie bol na pare dni minal, teraz co prawda znowu lykam ibuprofen, ale juz jest postep, bo to w koncu lagodniejsza wersja srodka przeciwbolowego niz paramol. Idzie wiec ku lepszemu.

W pracy ciekawie. Na poczatku roku postanowilismy przygotowac sie pieczolowicie do kwietniowo-majowego nawalu targow. Zaplanowalismy z duzym wyprzedzeniem wyprodukowanie nowej broszury kilku produktow, ktore maja na dwoch targach (USA i Chiny) ujrzec swiatlo dzienne po raz pierwszy w swojej historii. Jak zaplanowalismy, tak zrobilismy i do niedawna dzial marketingu zyl w poczuciu dobrze spelnionego obowiazku. Pochwalilismy swoje wysilki i prawie uznalismy projekt za sukces. Nawet mielismy ambitny plan wydrukowac materialy i wyslac je – bardziej cywilizowanie niz w poprzednich latach – kurierem za Ocean. Inaczej dyrekcja targalby je – jak zwykle – z soba w walizce, wyprodukowane i porwane z biura na piec przed dwunasta.

Blisko dwa tygodnie temu dotarlo do nas, ze triku z kurierem nie zdazymy juz zrobic. Ale nadal tlila sie nadzieja, ze oddamy przynajmniej materialy do druku na czas.

I wtedy nasza dyrekcja postanowil wzial czynny udzial w przygotowaniach do tej waznej premiery rynkowej. Na tapete wzial nasze pieknie skonczone dzielo broszurowe….

Przez ostatni tydzien moj szef nanosil wiec poprawki na wskazanie dyrekcji. Po ostatniej poprawce broszura nie przypomina niczym – poza okladka – pierwowzoru.

Dzis udalo nam sie wypchnac materialy do drukarni. Zazadalismy gotowych dziel na czwartek, czyli dalismy drukarzom cale dwa dni na robote. W porze lunczu pozbawilam sie rozrywki z ekipa krzyzowkowa, bo cielismy z Jezem sprawdzac probny druk. Na szczescie drukarnia znajduje sie porecznie w pobliskiej wsi. Do tego pracuja w niej profesjonalisci przez ‚P’, ktorzy nie dali nam sie poczuc jak ostatni barbarzynscy, ktorzy czekaja z takim powaznym zleceniem na ostatnia minute.

Broszury przyjda do biura kilka godzin przed wylotem dyrekcji za Ocean…

Do tego zorganizowalismy sobie w firmie pole bitwy. Trwaja bowiem prace budowlane w kuchni (nowe kafelki), kilku lazienkach (nareszcie porzadny prysznic dla rowerzystow!) oraz na zewnatrz budynku, gdzie powstaja nowe miejsca parkingowe. Poniewaz moje dotychczasowe jakby przestanie istniec, dochrapalam sie nowego miejsca na tym nowym kawalku. Chwilowo parkuje gdzie sie da.

Prace budowlane przebiegaja tak jak powinny, czyli w calym budynku rozlegaja sie grzmoty, trzaski, dzwieki pil i ogolny rozgardiasz. Roznosimy oczywiscie caly maras po dywanach w poszczegolnych dzialach.

A do tego po biurze biega pies budowlancow…
image

Dobranoc Panstwu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s