Expo po francusku

A juz sie obawialam, ze nic sie nie bedzie dzialo poza proza targowego zycia. Okazalo sie, ze nic z tych rzeczy – dzien obfitowal w wydarzenia. Zaczal sie zreszta o swicie (6 rano).

Najpierw nalezalo sie dostac do hali targowej. W tym celu trzeba bylo obejsc hektary parkingow oraz przejsc trzykrotnie przez bramki, okazujac za kazdym razem dowod tozsamosci i zdobywajac trzy rodzaje wejsciowek. Okazalo sie, ze tylko ostatnia z nich jest ta obowiazujaca.

Nastepnie nalezalo ustalic miejsce pobytu naszego biletu parkingowego (teoretycznie otrzymalismy go poczta; praktycznie odpoczywal w biurze organizatorow). Dedukcja lokalizacji bileciku nastapila droga wycieczki od biura do biura (na tym etapie bylam juz po zmianie obuwia z eleganckich obcasow na plaskie polbuciki do truchtu).

Rownolegle z triumfalnym zdobywaniem bileciku (godz. 9, czyli czas oficjalnego otwarcia targow dla zwiedzajacych) koledzy pucowali stoisko. Nie bylismy ostatni. Dookola jak okiem siegnac po hali wystawowej nadal spacerowaly drabiny, odkurzacze i inne przyrzady.
Potem juz do popoludnia dzialalismy wzorcowo. Goscie dopisali, a dzieki wizytujacym stoisko rodakom (klienci naszej szacownej firmy) mialam nawet okazje cwiczyc piekna ojczysta mowe. Oraz rozwinelam polskie slownictwo – okazuje sie, ze istnieja w naszej mowie slowa ‚termowizja’ oraz ‚noktowizja’.

Dodatkowo na obecnym wyjezdzie bylam bliska zdobycia nowych umiejetnosci: prawie nauczylam sie nie spac oraz o malo co wytresowalam zoladek w targowym zbiorowym zywieniu.

Cala noc mianowicie sypialnia byla pograzona w intensywnym niebieskim swietle – prawie jak z radiowozu, tylko stalym. Wlacznik od telewizora. Swiecil nie tylko mocno, ale tez prosto w oczy, gdyz telewizor umiejscowiony jest centralnie naprzeciw lozka… Rano chyba wszyscy przybyli wczoraj goscie hotelowi zlozyli zazalenia, bo dzis udalo mi sie naklonic recepcje do calkowitego odlaczenia sprzetu tv. Prawdopodobnie jedynym gosciem, ktory nie zlozyl skargi byl moj szef, ktory zalepil swiatelko gruba czarna tasma do lepienia paneli na stoisku…

Co do kulinariow, to pod koniec dnia targowego odkrylam jedna kawiarnie z kanapkami, ktore wygladaja nie tylko na nadajace sie do konsumpcji, ale i smakowicie. Jutro wyprobuje. Ponadto poczynilismy wieczorem zakupy – w prawdziwym francuskim Carrefour – dzieki czemu mam zapas zdrowych sokow, nektarynek i jogurtow 😀

A teraz juz czas spac. Jutro znowu pobudka o 6tej. Tasma, w razie czego, lezy na szafce nocnej… Dobranoc, kochani!

image

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s