Niemiecki maraton familijny

W srode rano opuscilismy goscinne progi Tatki i Jaca i niespelna 3 godziny pozniej bylismy juz na lonie rodziny po niemieckiej stronie granicy - w okolicach Duisburga. Nasza germanska rodzina charakteryzuje sie rozpietoscia - jest rozbudowana wszerz i wzdluz. Podczas aktualnego pobytu udalo nam sie odwiedzic cztery skupiska rodzinne, co uwazam za niezly wynik. Podczas …

Turysci w Utrechcie

Dzis odwiedzilismy studenckie miasto Utrecht. Pospacerowalismy nad kanalkiem, nad ktorym stoi mnostwo restauracji i sklepow oraz zajrzelismy do miejscowej katedry i lezacych przy niej ogrodow. Bratek opowiedzial nam o heraldyce i rycerzach, a Jaco zafundowal najlepsze w miescie frytki (w Holandii jada sie frytki belgijskie). Z majonezem i keczupem. Byly tez holenderskie gofry i wyciskany …

Holandia rodzinnie

Wczoraj po poludniu zapakowalismy sie z Bratkiem do auta i dzieki temu, ze prowadzil Mari juz dziewiec godzin pozniej (okolo 2.30 w nocy) dotarlismy do Holandii. Spedzamy dwa dni z Tatiana i Jacem oraz malym kosmatym stworzeniem, ktore wabi sie Diesel. Po podrozy zasnelam jakis ulamek sekundy po przylozeniu glowy do poduszki i spalam jak …

Jazda ukonczona! :-)

Za niespelna godzine wymykamy z Bratkiem na wakacje, ale szybko skrobne przedtem o wiekopomnym wyczynie. Chodzi oczywiscie o rajd charytatywny London to Cambridge. Dzieki cudownej pogodzie (czytaj: chmury i zimnawy lekki wiatr) oraz towarzystwu rowerowego kolegi (czytaj: nie dalo sie wlec na tylach) zrobilam 58 rajdowych mil w 4 godz. 25. Zatrzymalismy sie tylko trzy …

Burza w zakladzie i ostatni trening w terenie

Dzis zatrzeslo w posadach dzialem marketingu. Nasz dwuosobowy departament zafundowal sobie bowiem niezaplanowana burze - w komplecie z piorunami i gradobiciem. Jak szalec to szalec. Wystapily powazne wyladowania i silne grzmoty. I tak jak szybko burza przyszla, tak szybko poszla. Po paru minutach wyszlo slonce. Dodatkowo promienielismy od nowych pochwal Dyrekcji przy firmowym lunczu. Kolejne …

W poszukiwaniu cienia oraz kaczek

Zatrucia zatruciami, ale ileż można leżeć? Przeleżałam kantem pół wtorku, a drugie pół przesiedziałam. Zmęczyło mnie to bardzo. Wczoraj mogłam juz pójść do biura, jednak tam aktywni byliśmy wszyscy najdalej na pół gwizdka: nasza slawna już sieć komputerowa przechodzi właśnie w nowe stadium nowoczesności. Aktualnie staramy się więc nie robić nic, gdyż nic sie nie …

Rewolucje wewnętrzne

Ostatniej nocy mój organizm doznał rewolucji na tle żołądka. Przechodzę sumiennie przez wszystkie symptomy zatrucia, włączając podwyższoną temperaturę i zawroty głowy (resztę objawów Państwu oszczędzę, bo są nieprzyjemnie standardowe). W ramach leczenia nie poszłam do pracy. Organizm odmówił wstania z łóżka, a nawet przybrania postawy siedzącej. Bezwzględnie zażyczył sobie naprawy żołądka, odespania nieprzespanej nocy i …

Sliwki w kosciele, lody na rowerze

Prawie ominely mnie dzisiaj dwie torebki pysznych sliwek. Plan byl mianowicie taki, ze o poranku zabieram rower na przedostatni(!!) trening przed rajdem - co by zdazyc przed deszczem. Mialo padac od 14. A wieczorem miala byc msza. Ale wedlug zaktualizawanej rano przepowiedni BBC deszcz mial wystapic dopiero okolo 17. Czyli i kosciol, i msza sie …

200 do konca

Aktualnie przebywam w ukryciu. Postanowilam symulowac przed swiatem, ze mnie nie ma, bo musze, no musze, skonczyc czytac te niesamowita - i opasla - ksiazke pt. Stone's Fall (Upadek Stone'a). Zostalo mi okolo 200 stron, wiec do weekendu powinnam skonczyc. Do tego czasu wszelkie aktywnosci  ograniczam do minimum. Wloski i niemiecki w tym semestrze zakonczone, …

Juz koncze, juz koncze

Przypuszczam, ze jak napisze jeszcze jeden post o treningu rowerowym, to bede se go czytac sama. Ale, prosze Panstwa, jest swiatelko w tunelu: rajd juz za - pi razy oczko - poltora tygodnia. Potem obiecuje solennie juz Panstwa nie meczyc. Potem bedzie z powrotem wylacznie o ksiazkach - albo i operze 😉 Dzis poszlam pedalowac …