Najezony weekend

Najezony wydarzeniami, oczywiscie.

Zaczal sie w piatek o 4 pm, kiedy to wygrzalam z biura z wielkim i ciezkim kufrem, w ktory zapakowana jest nasza kamerka termowizyjna. Zataskalam sprzet do auta i zostawilam bezpiecznie w domu, a sama pognalam spedzic poltorej godziny na autostradach w drodze do Thurrock/ Purfleet.

Znajduje sie tam Backstage Centre nalezace do Royal Opera House. Jechalam posluchac (i obejrzec) Requiem Verdiego.

Z jazdy bylam bardzo usatysfakcjonowana, gdyz mimo buchajacego upalu, w ktorym rozplywal sie pode mna fotel oraz wscieklego wiatru, przez ktory targalo autkiem wte i wewte, a takze solidnego korka prawie u kresu podrozy –  dojechalam prosto do celu bez bladzenia i wyrywania wlosow z glowy.

Backstage Centre jest samo w sobie niesamowitym miejscem, ale jak zaczne pisac, to skoncze we wtorek, wiec polecam tylko obejrzec zdjecia tych niesamowitych budowli.

Requiem zostalo opisane i wyjasnione w polgodzinnej pogadance oraz poprzez zagranie fragmentow muzyki przez kilku czlonkow orkiestry przed wlasciwym koncertem. Uwazam, ze to swietny zabieg edukacyjny i powinno sie go stosowac przed kazdym koncertem muzyki tzw. powaznej, wlaczajac moja ukochana opere. Poziom wiedzy muzycznej spoleczenstw natychmiast by sie poprawil. Rozdano nam tez (bezplatny!) program Requiem z cytatami najwazniejszych piesni oraz informacjami o orkiestrze (z Francji), dwoch chorach (UK) oraz solistach (dwie spiewaczki i dwaj spiewacy operowi).

Najbardziej centralne miejsce widowni zajal dyrektor Centrum. Ja – na bazie poprzednich doswiadczen – usadowilam sie na krzesle obok. Bezposrednio pod nosami solistow oraz tuz za plecami dyrygenta. Dzieki temu moglam chlonac spektakl pelna piersia.

Solisci (mlodzi wykonawcy) powinni jeszcze co prawda pocwiczyc ekspresje, za to chory z akompaniamentem orkiestry zbudowaly chwytajaca za serce atmosfere bolesci i smutku, ale i nadziei.

W sobote moglam sie wyspac – co tez skwapliwie uczynilam 😉 – a potem spedzilam popoludnie w miescie z Bratkiem i kamerka termowizyjna. Robilam zdjecia kawiarni na kolkach. Kolkach rowerowych 🙂 To tzw. trike – rzecz niecodzienna i przedstawie ja Panstwu na tychze zdjeciach termalnych jak przejda obrobke techniczna.

Jeszcze w sobotnie poludnie wgniotlam 2 godziny lektury (nadal Mike Ripley), a wieczorem bylo shandy nad brzekiem rzeczki. W ciszy i spokoju.

Dzis od rana trzeba bylo zwiekszyc obroty. Usilowalam wpakowac mnostwo zajec, skutkiem czego robilam po 2 rzeczy naraz. Po wyjsciu z kosciola zrobilam zakupy; w domu gotowalam lunch, rozpakowujac siaty i przebierajac sie w lycre. Wyciagnelam rower z szopki i przejechalam okolo 30 mil zygzakiem po okolicznych wsiach, weryfikujac trase tak zeby sie zmiescic w dwoch godzinach. Skutkiem tego wrocilam do domu zlana potem, wiec wstawilam sie pod prysznic, gotujac rownoczesnie obiad na jutro. I wieszajac pranie, ktore wlaczylam przed wyjsciem na rower. Nastepnie pojechalam karmic kaczki w stawie w okolicach wioski Bratka. A przedtem zorganizowalismy z Bratkiem krotka narade wodzow w zwiazku z niedlugim wyjazdem na wakacje.

No i juz wieczor. Jeszcze wieczorne cwiczonka i mozemy sie zakutac w kolderke 🙂
image
image
image
image

Dobranoc, kochani – i udanego tygodnia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s