Wenecja: o tym jak odkrywalam, bladzac

* Na poczatek gwiazdka organizacyjna: wpis ten usilowalam skonczyc i opublikowac w kilku podejsciach od poniedzialkowego wieczoru, czyli od momentu kiedy zaczelam powrot do domu. Ale ze wzgledu na warunki techniczne (kawiarnia przy dworcu miala kawe oraz gniazdko do podladowania baterii, ale nie internet, usilowalam skubnac cudzy, ale sie opieral; lotnisko nie mialo ani internetu, ani gniazdek), warunki pogodowe (powodz pod lotniskiem – patrz koniec postu) oraz zmeczenie organizmu (nadal odsypiam na raty!), niniejszy poscik wrzucam dopiero teraz.

No to do rzeczy:

Ostatni dzien w Wenecji, jak poprzednie, rozciagnelam do granic. Jak tylko dotarlam do miasta, zostawilam walizeczke pod czula i fachowa opieka dworcowej przechowalni – i ruszylam w teren.

Najpierw rzucilam sie na wagoniki jezdzace po szynach nad ladem i kanalem do lezacej nieopodal wysepki Tronchetto. Trasa ma tylko dwa przystanki. Nie wiedzialam po co w Wenecji takie cudo techniki, ale tak sie pieknie nazywa – funiculare – ze  koniecznie musialam sie nim przejechac. Podejrzewam, ze bylam jedyna osoba w Wenecji, ktora wozila sie owym transportem kompletnie bez celu – ale bynajmniej nie zrazilo mnie to do przyjemnosci przejazdzki.

Melduje, ze na Tronchetto nie ma absolutnie nic do ogladania – ale wysepka pelni jedna bardzo konkretna funkcje: sluzy jako miejski parking. Tu zostawia sie wszystkie samochody (i autokary wycieczkowe), ktorymi turysci docieraja do miasta. Dalej juz tylko vaporetti. Ponadto wagoniki dostarczaja turystow do statkow i promow (to ta posrednia stacyjka miedzy Wenecja a Tronchetto).
image

image

Po zaspokojeniu ciekawosci podreptalam do ostatniego na obecnym wyjezdzie muzeum: Ca’ Rezzonico, czyli palacu nalezacego kiedys do zamoznej rodziny Rezzonico wlasnie. Familia przysluzyla sie miastu tym, ze oddala mu w posiadanie bogate zbiory sztuki (cale mnostwo obrazow, mebli, porcelany, itd.) w komplecie z samym palacem.
image

Tuz po wejsciu wzruszylam sie i rozczulilam na widok znajomego pedzla. Canaletto!
image

Tak jak pieknie i z gracja (nie watpie, iz takze z czuloscia) malowal Warszawe, tak samo pieknie i uczuciowo malowal Wenecje. Oraz byl swietnym obserwatorem rzeczywistosci: to chyba nasz drogi Canaletto rozpoczal mode na uwiecznianie prania suszacego sie w oknach…
image

W naszych czasach kazdy szanujacy sie turysta przywozi z Wloch komplet zdjec – obowiazkowo ze sznurami bielizny…
image

Inne obrazy w muzeum tez przedstawialy Wenecje, w roznych jej aspektach: maski, karnawal, picie czekolady (to weneckie kawiarnie pierwsze serwowaly czekolade we Wloszech).
image

image
image

No i nie moglo zabraknac portretu wlascicieli Palacu:
image

Po wyjsciu z muzeum usilowalam dotrzec do slynnego Teatro La Fenice zeby go sobie poogladac z zewnatrz (nastepnym razem przyjade tu na opere!). Po kilku probach dotarcia do celu roznymi trasami wyladowalam z zupelnie innym kawalku miasta… Postanowilam wiec zweryfikowac plany i isc za ciosem. Albo raczej z pradem. Schowalam mape do torebki i odtad po prostu szlam, gdzie mnie oczy poniosly. Okazuje sie, ze bladzenie jest bardzo przyjemna – i bezstresowa – metoda odkrywania. Dzieki niej zobaczylam targ na wodzie i mnostwo innych, uroczych weneckich zakamarkow.
image
image

image

image

image

Zwiedzanie zakonczylam wizyta w supermarkecie w celu zaopatrzenia sie w kolacje, czekolade oraz czekolade 😉

Co do pogody podczas calej wycieczki, to Panstwo nie uwierzy. Przez kilka dni przed moim przyjazdem prognoza wieszczyla na weekend opady, chmury i tylko troche rozpogodzen. Niedobrze. Poprosilam wiec Pana Od Pogody (i Wszystkiego Innego) o slonce i cieplo. W koncu jak czlowiek jedzie na wakacje, to chce odpoczywac w idealnych warunkach atmosferycznych. Zadania Ten Pan zbyt latwego nie mial, ale – jak zwykle(!) – dal rade. Odpoczywalam w Wenecji w ciepelku i sloncu. 😀

A jak tylko wsiadlam do autokaru wiozacego nas na lotnisko…. rozpetaly sie blyskawice i spadla ulewa! Oberwanie chmury bylo takie, ze ostatni odcinek trasy zostal zalany – policja kierowala samochody objazdem. Ale nasz kierowca, aczkolwiek zestresowany, geny nadal mial wloskie, zebral sie wiec na odwage i zdecydowal sie pojechac prosto przez jezioro przed nami. Udalo sie! Po dojezdzie pod terminal kierowca i maszyna dostali wielkie brawa.
image

Kilka lotow przekierowano na inne lotniska, nasz na szczescie, aczkolwiek opozniony, odbyl sie z wlasciwego miejsca.

Mimo niedoboru snu, wycieczke uwazam za niesamowicie udana.

A juz niedlugo nastepna… 😉

Dobranoc, kochani!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s