Co się robi w pracy?

Otóż robi się krzyżówki.

I nie musi się człowiek chować z procederem przed Dyrekcją, bo Dyrekcja – poręcznie – rozwiązuje krzyżówkę z nami. A wręcz jest nieformalnym przewodniczącym kółka krzyżówkowego oraz, ostatnimi czasy, moim mentorem. Ha!

W ostatnich dniach przechodzę bowiem na nowy poziom wtajemniczenia i próbuję swoich sił w tzw. krzyżówkach „kryptycznych” (po ichniemu cryptic crossword, czego slowniki nie umieją porządnie przetłumaczyć; podają tylko opis: „krzyżówka z ukrytymi znaczeniami haseł”).

Nie pamiętam czy w PL takie krzyżówki istnieją – a jeśli tak, czy je rozwiązywalam (ewentualnych swiadków tej działalności uprzejmie proszę o kontakt).

Co do charakteru kryptycznych angielskich, to ich rozwiązywanie może być niebezpieczne dla zdrowia: grozi przeciążeniem systemu i przegrzaniem łączy. Buduje się je bowiem na kilku poziomach akstrakcji. Nie wystarczy znać ichnią mowę. Nie wystarczy nawet znać ją od podszewki (w sensie na poziomie rdzennych mieszkańców). Trzeba jeszcze ogarniać kulture, historię, zwyczaje i wyrażenia dnia codziennego ludności lokalnej. Hasła zahaczaja mianowicie o wszystkie z powyższych kwestii. Przy czym gwóźdź programu stanowi sposób przedstawienia hasła. Kamufluje się definicje i miesza ludziom w głowach tak, że rozgarnięty Anglik z tytułami przed nazwiskiem siedzi i duma nad gazetą. Nasza Dyrekcja, która jest biegła w temacie oraz zaprawiona w bojach, nieraz pół nocy spędza nad dokończeniem danej łamigłówki. Rozumie zatem Państwo, że Wasza Romka musiała sie rzucić na wyzwanie.

Na razie udaje mi się odgadnąć od zera do pięciu(!) słów na krzyżówkę. Każdą prawidłową odpowiedź swiętuję tak, że słychać na całym piętrze (i to przy zamkniętych drzwiach od kantyny).

Proces edukacyjny wygląda w ten sposób, że Dyrekcja przynosi mi z samego rana rozwiązaną krzyżówkę z poprzedniego dnia, a ja – jeszcze przed włączeniem komputera, a nawet zdjęciem płaszcza – wiercę się na krześle, wpatrując w hasła i rozwiązania do nich, próbując wygłówkować jak te dwa mają się do siebie (czasem nawet jak czlowiek zgadnie dobrze, nadal nie wie dlaczego). Dużo przy tym stękam i mruczę do siebie pod nosem, a od czasu do czasu walę ołówkiem w gazetę oraz mruczę donośniej. Na szczęście nie wszyscy koledzy są jeszcze o tej porze w pracy, a mój szef nie wnika.

Następnie przychodzi Dyrekcja i następuje sesja analityczna, podczas której Dyrekcja wyjaśnia procesy myślowe co trudniejszych przypadków z poprzedniego wieczora. Sesje są najciekawszym punktem dnia 😉 Ja się irytuję i frustruję, a Dyrekcja się śmieje. Mój szef nadal nie wnika.

A w porze lunchu rzucamy sie na nową kryptyczną i zabawa zaczyna się od nowa.

Dobranoc, kochani 🙂

image

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s