Plany emeryckie

Zawsze warto sięgać myślą w przyszłość i mieć cele w życiu. Ja już obmyślam swoją świetlaną przyszłość po przejściu na emeryturę. Wyszło mi, że trzeba będzie zamieszkać we Wloszech – inaczej człowiek nie zdoła się nacieszyć wszystkimi urokami tego fantastycznego kraju.

Ostatni tydzień – czyli od powrotu z Bologni – upłynął mi na rozkoszowaniu się lekturą oraz pysznościami kulinarnymi przywiezionymi z wycieczki.

Najpierw (zasadniczo jeszcze w samolocie) rzuciłam się na magazyny. Jeden nazywa się Bell’Italia i pokazuje znane i nieznane zakątki kraju, zwłaszcza skupiając się na architekturze, naturze, kulturze i kuchni. Jednym słowem tym, co najlepsze we Włoszech. Magazyn znałam już z poprzednich wyjazdów – kupuję go w czasie każdego pobytu we Włoszech. A teraz odkryłam jeszcze jedno, rzec możnaby siostrzane wydawnictwo: Bell’Europa. Tu mamy równie interesujące informacje i równie piękne zdjęcia – tym razem (jak łatwo zgadnąć) z całego naszego zachwycającego kontynentu. W styczniowym numerze Bell’Europa jest duży artykuł poświęcony warszawskiemu Muzeum Historii Żydów Polskich – Polin (jak wyszło mi z obliczeń, autor musiał odwiedzić Muzeum mniej więcej w tym samym czasie co ja, ale jakoś nie rozpoznałam się na żadnym ze zdjęć – za to artykuł dobrze oddaje ideę Muzeum i klimat wystawy).

Wyczytałam już też wspomnianego Małego Księcia po ichniemu – niesamowicie czyta się znane teksty w nowym jezyku. Nawet przyszła mi ochota przeczytać wybrane fragmenty tej książeczki po germańsku! (A propos, co do lekcji niemieckiego, to ich nie ma – nauczyciela nadal brak, z czego z jednej strony niepomiernie się cieszę, bo nareszcie ma człowiek wolne poniedziałkowe wieczory i zwolniony jest z co tygodniowej musztry językowej, z drugiej dziabią w klacie wyrzuty sumienia; chyba trzeba będzie się wybrać niedługo na jakąś wycieczkę nach Deutschland… 😉 ).

Kontynuując wątek włoski, to przywiozłam z Bologni pół walizki makaronów. (Kolega, któremu pokazywałam zdjęcia wycieczkowe, włączając to ze spakowaną na powrót do Anglii walizeczką wypełnioną wiktuałami i książkami, zapytał: „A ubrania jakieś z sobą brałaś?”…).

Z pięciu rodzajów past wypróbowałam już trzy. Jedne to przepysze maltagliati, czyli kawałki ciasta makaronowego pokrojonego byle jak (stąd nazwa – „źle pokrojone”). Odkryłam je w zeszłym roku w jednej z restauracji w miasteczku Gubbio podczas wielkanocnych wakacji w Umbrii, ale udało mi się je znaleźć w sklepie – przypadkiem zresztą – dopiero teraz w Bologni. Maltagliati zostały zjedzone ze świeżymi dojrzalymi pomidorkami, tuńczykiem i zieleninką:
image

Potem były kluseczki zwane gnocchi (czytaj niokki) z dynią podsmażone w marchewkach i pasternaku (angielski zastępnik pietruszki). A dziś ugotowałam trzeci rodzaj pasty. Makaroniki te nazywają się croxetti i wygląda jak krążki, tudzież hostie. Pysznie smakowały ze smażonym czosnkiem, sezamem, soczewicą i szpinakiem (składniki wybrane na chybił trafił, ale samokrytycznie stwierdzam, że wybór był trafny).

W czwartek znowu zajęcia italiano, więc znowu porcja przyjemności. Tylko wcześniej trzeba zrobić zadanie domowe. Ponieważ dotyczy gramatyki, a ścislej czasów, których – jak na moje potrzeby – jest we włoskim zdecydowanie za dużo, pewnie znowu, jak tydzień temu, będę je pisać na kolanie parę minut przed lekcją… Ale co tam – na kolanie czy nie, ostatnio miałam dużo wlaściwych odpowiedzi. Ha!

Miłego wieczoru, kochani 🙂

Jedna odpowiedź na “Plany emeryckie”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s