Porcja włoszczyzny: jesteśmy ugotowani

Dziś w naszym ulubionym temacie – znaczy o jedzeniu 🙂 Bez jedzenia w życiu, wiadomo, ani rusz, nic więc dziwnego, że duzo jest odniesień do świata kuchni także w językach – i naszym ojczystym, i językach obcych.  Przyjrzymy się dziś tylko kilku wyrażeniom, ale zawsze możemy wrócić do tematu w przyszłości. Wiadomo: apetyt rośnie w miarę jedzenia… 😉

Najpierw popróbujemy sobie różnych smaków, czyli będzie degustacja – słówko dokladnie takie samo jak u Włochów, bo u nich jest ‚degustazione’. Słowo pochodzi od ‚gusto‚, czyli po polsku ‚gust’. A gust to dosłownie ‚smak’ (a w przenośni ‚poczucie piękna’).

Jeśli dana potrawa (albo na przykład czyjeś zachowanie) pójdzie nam nie w smak, to powiemy, że czujemy się zdegustowani. Znaczy będziemy zniesmaczeni, skwaszeni, tudzież zgorzkniali (proszę, ile słownictwa kulinarnego!).

Ale zawód to nic przyjemnego. Lepiej się napijmy. Napój podano w pokalu – z włoska ‚un  boccale’. Pokal to taki a la’ kufel. Nazwa ‚boccale’ nawiązuje do słowa ‚bocca’, które oznacza ‚usta’, a także ‚otwór’ (na przykład ‚gębowy’…).

Jeśli eksperymentowanie z nowymi potrawami to nasze regularne zajęcie, możemy powiedzieć, że to nasz chleb powszedni,  po włosku: ‚Questo e’ prioprio il mio pane’. Po angielsku będzie: ‚It’s my bread and butter’.

Wyrażenia spożywcze nie zawsze mają jednak oddźwięk pozytywny. Wyobraźmy sobie na przykład kogoś, kto – jak mówia Włosi – ‚ma ręce w makaronie‚. Włoskie wyrażenie ‚avere le mani in pasta’ ma też swój odpowiednik w angielskim: ‚have a finger in a pie’ (albo ‚have a finger in every pie/in a number of pies’) i oznacza, że jegomość – albo obywatelka – to osoba, która wtrąca się do wszystkiego (z tymi utytlanymi makaronem rękami…) i próbuje wpływać na nasze prywatne – albo publiczne – życie.

Bywa, że znajdujemy się w sytuacji bez wyjścia. Wtedy też… myślimy o jedzeniu(!), bo mówimy, że jesteśmy ugotowani. Włosi, widać, też znają to uczucie, bo ukuli własne wyrażenie na tę okoliczność – prawie identyczne z naszym: ‚siamo fritti’ (dosłownie ‚usmażeni’).

No i sięgnęliśmy końca. W takiej sytuacji Włoch powie: ‚sono alla frutta!’ Dosłownie ‚jestem przy owocach’. Dziwne? Trudno się domyślić co łączy owoce z zakończeniem – chyba, że przypomnimy sobie… obiady czwartkowe u  króla Stanisława Poniatowskiego. Słynne spotkania intelektualnej śmietanki Polski kończyły się wniesieniem na salę suszonych śliwek, co stanowiło znak dla gości, że król Staś robi się zmęczony i należy się pożegnać i wyjść.

My też się na dziś żegnamy. Miłej reszty wieczoru, kochani! 🙂

image

2 odpowiedzi na “Porcja włoszczyzny: jesteśmy ugotowani”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s