O tym jak walczę o reputację przykładnej uczennicy

Ostatnie tygodnie zapełnione są po brzegi najróżniejszymi wydarzeniami (o części których z przyczyn różnych nie piszę, a szkoda). Niemniej skutkiem owych wydarzeń wystawiłam na szwank swoją reputację oddanej fanki włoskiego i przykładnej uczennicy ukochanej nauczycielki, Anny Marii.

Co do naszej lektorki włoskiego, to uprzejmie donoszę, że Anna Maria jest absolutnie najlepszą nauczycielką na naszym globie. Stwierdzam to z całą pewnością, popartą latami nauki u najróżniejszych nauczycieli (w tym całej kolekcji nauczycieli języka, włączając własne doświadczenie po tamtejszej stronie pulpitu profesorskiego). Anna Maria składa się w całosci z zapału, wiedzy, elokwencji poligloty, energii i humoru i stanowi dobro narodowe dla wszystkich swoich uczniów.

Tym bardziej cierpi człowiekowi dusza, kiedy się nie wyrabia i zalega z odrabianiem zadań domowych (i compiti). A ostanimi tygodniami udało mi się zalec dość porządnie. Znaczy byłam 2 (slownie: dwa) zadania do tyłu (co było widoczne tym bardziej, że grupa była o całe dwa do przodu). Anna Maria patrzyła na Romkę z zaskoczeniem oraz brakiem pobłażania.

Postanowiłam działać. Skupiłam się w sobie metodą wspomnianej tu niedawno mindfulness. I tak się skupiłam, że najnowsze zadania odrobiłam i przesłałam nauczycielce jeszcze przed przyjściem na lekcje (także dlatego, że co wysłane mailem, to już dostarczone i nie grozi zapomnienie o wydrukowaniu lub – albo oraz – przyniesieniu wydruku na lekcję).

Dostaliśmy już także dodatkowy projekt na zakończenie semestru, który nastapi na początku lipca (Anna Maria podała termin długodystansowy, co by nawet pracoholik zdążył się przygotować). Bedziemy robić prezentacje (wystąpienia słowne przed grupą z pomoca wyświetlanych slajdów z obrazkami). Można gadać na absolutnie dowolny temat pod slońcem, byle po ichniemu.

Państwo poczuje się zaraz równie dumne jak Romka: nie dość, że wybrałam już temat prezentacji (będzie patriotycznie o naszym pięknym kraju), to nawet – taram, taram! – opracowałam już treść oraz wybrałam obrazki. Oraz powlepiałam to wszystko w powerpointa. Znaczy moja prezentacja jest gotowa (jeszcze raz taraaam!). Wiem, Państwo też wzruszone.

Teraz liczę na całkowite zreperowanie nadszarpniętej reputacji w oczach Anny Marii. W ramach tej akcji rozważam przesłanie do niej prezentacji już teraz. Bo jak ją jeszcze gdzieś postradam? Drugiej sklejać nie mam kiedy…

Dobranoc kochani – cudownego weekendu! Ja będę zajęta (i może nawet uda mi się o tym napisać, przynajmniej półgębkiem).

Na zdjęciu ptak zwany z angielska heron, który przylatuje regularnie na wieczorne połowy rybne nad naszą wsiową rzeczką:
image

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s