Długi weekend: Amsterdam

Od czwartkowego wczesnego poranka przebywamy z wizytą w Amsterdamie.

Już około 9-tej rano zjawiliśmy sie w hotelu. Richard zameldował nas w recepcji (oraz zdobył punkty dodatnie za wybór zakwaterowania) i od razu ruszyliśmy w miasto.

image

A że jest to moja pierwsza wizyta w mieście, porządnie przeszliśmy je wzdłuż i wszerz. I od razu spodobał mi się jego klimat. Holandia jest super!

Chodziliśmy po amsterdamskich zaułkach, ulicach, placykach i nad kanalami calutki dzień (z przerwą na popołudniową drzemkę). Wieczorem do atrakcyjnych widoków doszedł jeszcze bonus: mogłam uskutecznić ulubiony miejski proceder, czyli pozaglądać ludziom w okna (wiem, okropny zwyczaj).

Zanim Państwo zapyta, spieszę donieść, że owszem, odwiedziliśmy też Dzielnicę Czerwonych Latarni. Melduję, że zauważyliśmy tylko trzy panie (ale było ledwo popołudnie). Panie były wysokie, miały piękne figury i równie piękną (wcale nie wyzywającą) bieliznę. W całości prezentowały się bardziej jak modelki (wręcz przemknęło mi przez myśl czy na pewno świadczą jakiekolwiek inne uslugi poza reklamowaniem przemysłu bieliźniarskiego).

Drugi dzień był dniem Rijksmuseum. Popędziliśmy z samego rana i spedziliśmy w Muzeum cały poranek (nawet śniadanie tam jedliśmy – ale to dlatego, że nie natknęliśmy się na żadną kawiarnię w drodze do Rijks).

Jeśli będzie Państwo odwiedzać Muzeum, to zdecydowanie polecam zajrzeć – poza całą sekcją lat 1600-1700 – także na Wystawę Specjalną (wejście przy muzealnym sklepiku). Niepotrzebny osobny bilet. Dużo statków, broni, biżuterii oraz porcelany. I mało ludzi.

Lata1600 – 1700 byly okresem świetności Amsterdamu (oraz, poręcznie, okresem życia Rembrandta), więc ta część wystawy jest najciekawsza – włączając słynną Nocną Straż (ten sam „obraz” można też zobaczyć w 3D na mieście, na Placu – Państwo zgadło – Rembrandta).

W sekcji 1600 – 1700 są też Doll Houses. Jeden z tych Domków dla Lalek – tworzonych, wbrew nazwie, dla kobiet dorosłych i zasobnych – stał się podstawą bardzo współczesnej książki Jessie Burton: The Miniaturist (bardzo polecam). Muzealny Domek należał do Petronelli Oortman, która jest główna bohaterką powieści.

Wczorajszy wieczór (po porządnej drzemce) spędziliśmy we włoskiej knajpce – bo serwowała zupę rybną. Zamarzyła mi się rybna zupka taka, jaką jadłam w Antwerpii (moja kochana przyjaciółka Violetta pewnie jeszcze ma traumę po naszych belgijskich wakacjach: trzy wieczory nawiedzałyśmy tę samą restaurację – serwowała przepyszną zupę rybną…). Tym razem zupka była trochę inna – ale zjadła się ze smakiem.

Dziś pływaliśmy stateczkiem wycieczkowym po amsterdamskich kanałach (jak na turystów w Amsterdamie przystało). A potem odwiedziliśmy kolejne muzeum – Hermitage. Świetnie opanowali tam trudną sztukę prezentowania sztuki w atrakcyjny sposób. Obrazy w Hermitage’u – dzięki oświetleniu oraz technice – ożywają na naszych oczach. W regularnych odstępach w głównej sali gasną światła i zaczyna się prezentacja, podczas której poszczególne postaci na obrazach (wielki format) zostają podświetlone, a audioprzewodnik opowiada krótko o życiu tych osób.

Zostajemy w mieście jeszcze do jutrzejszego wieczoru.

A jutro widzimy się z Tatką i Jacem. Do zobaczenia!

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

image

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s