Apel do Dyrekcji w sprawie używek

Nie wiem jak Wy, kochani, ale ja już myślę o Bożym Narodzeniu. Zwłaszcza o tych dwóch butelkach wina, które dostanę – jak co roku – od naszej Dyrekcji. Tylko sprawa jest taka, że ja na to wino wcale nie czekam (jakoś do mnie nie przemawia). I dlatego chodzę od kilku dni po biurze i odmyślam apel. 

W poprzednich latach to jeszcze miałam sprezentowane wino gdzie składować. Rozwijałam mianowicie kolekcję na szafie w wynajmowanym pokoiku i raz na kilka lat, jak już się uzbierała bateria, zabierałam ją na polską imprezę do znajomych i wtedy znikała w jeden wieczór. 

A teraz, we własnym mieszkaniu, to ja nie mam szafy. Ubrania wiszą w mini-pomieszczeniu zaadoptowanym z tzw. airing cupboard, czyli domowej suszarni. Co prawda jest półka nad wieszakami, ale na niej mieszka wysoka sterta pościeli i sprzętu do prasowania. A prasować to ja bardzo lubię, więc jednak wolę w tym miejscu żelazko od butelek z winem. 

Ale głównie to ja planuję ten apel do Kirownictwa z przyczyn ideologicznych. Bo oto zakład pracy daje człowiekowi w miłym prezencie, było nie było, używki. A ja uważam, że jeśli prezent ma być miły obdarowanemu, to w 21-szym wieku pracownik – zwłaszcza pełnoletni i z pełnią praw obywatelskich – powinien móc swoją truciznę wybrać sam. A moja ulubiona forma mocno przetworzonego cukru to nie białe czy czerwone wino, ale prawdziwe prosecco DOCG oraz wszelkie używki od najlepszego przyjaciela, pana Lindta.

I ja bym sobie wtedy wybrała stosik lindtowej czekolady z nadzieniem cytrynowym, którą darzę mocnym uczuciem. Tak mocnym, że posiadaną tabliczką nie podzieliłam się nawet z własnym bratem jak mnie odwiedzał z naszą rodziną w Wielkanoc… Byłam mu prawie gotowa oddać płuco, konto w banku i dywan – ale tę czekoladę to nie. 

Więc jak już Dyrekcja pozałatwia te wszystkie mało istotne rzeczy, jak ogromny kontrakt z Bardzo Ważnym Klientem, przez który chyba ostatnio nie sypia wcale, bo melduje się w biurze jeszcze przed 9. rano, a potem chodzi z szaleństwem w oczach i zadaje inżynierom bardzo podchwytliwe pytania, to ja wtedy postawię przez nim to arcytrudne wyzwanie: cytrynowy Lindt na Święta. 

Bo dystrybucja tej boskiej czekoladki jest bardzo limitowana. Dyrekcja bedzie musiał całe hrabstwo przeszukać, bo tylko jeden sklep ma ją w ofercie. A na to Dyrekcja potrzebuje czasu. 

I może się okazać, że do Świąt już nie tak znowu daleko! 

Dobrej nocy, kochani.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s