Rozmowa z inżynierem

Życie z inżynierem, czyli w moim przypadku z Richardem, jest generalnie bardzo łatwe i przyjemne (trochę koloryzuję na korzyść Rysia, ale mi właśnie zserwisował rowery na wiosnę, zbierając punkty dodatnie).

Więc jest miło i fajnie – póki Richard nie zacznie mówić do mnie językiem jak ze swojego doktoratu z fizyki… Bo wtedy zaczynam się mocno zgadzać z J. Chmielewską, która w jednym ze swoich wiekopomnych dzieł rzuciła z irytacją: „Jak już naukowiec otworzy ten swój głupi pysk…”

I tak kiedyś Ryś mi zaczął opowiadać o problemie technicznym, jaki miał z kamerką, nad która aktualnie pracował i sobie łamał mocno głowę, bo miała działać jakoś tam, a tak nie było.

Opowiadanie odbywało się w samochodzie w drodze ode mnie do domu Richarda, gdzie jazda od wycieraczki do wycieraczki zabiera 25 minut. Skupiłam się w sobie, ale i tak wjeżdżając w rogatki Rysiowej wsi nadal nie ogarniałam sedna problemu.

Głowa mi przy tym pękała w szwach i więcej mądrości nie byłam już w stanie w niej upchnąć. Zaryzykowałam więc własną tezę. Nasz dialog wyglądał to mniej więcej tak:

– No rozumiem, że jak człowiek patrzy przez tę kamerę, to ma widzieć też tę ikonkę biegnącego chłopka w rogu ekranu. Tylko co jest z tym chłopkiem nie tak? Za szybko biegnie?

– Nie, on biegnie ze złamaną nogą!

Spieszę donieść, że Richard rozwikłał w końcu problem i chłopek już biegnie właściwie.

 

2 Replies to “Rozmowa z inżynierem”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s